Category Archives: Duchowość

Bóg nie lubi niepełnosprawnych?

Kpł 21, 17-23

” 17 Tak mów do Aarona: Ktokolwiek z potomków twoich według ich przyszłych pokoleń będzie miał jakąś skazę, nie będzie mógł się zbliżyć, aby ofiarować pokarm swego Boga. 18 Żaden człowiek, który ma skazę, nie może się zbliżać – ani niewidomy, ani chromy, ani mający zniekształconą twarz, ani kaleka, 19 ani ten, który ma złamaną nogę albo rękę, 20 ani garbaty, ani niedorozwinięty, ani ten, kto ma bielmo na oku, ani chory na świerzb, ani okryty liszajami, ani ten, kto ma zgniecione jądra. 21 Żaden z potomków kapłana Aarona, mający jakąś skazę, nie będzie się zbliżał, aby złożyć spalaną ofiarę Panu. On ma skazę – nie będzie się zbliżał, aby ofiarować pokarm swego Boga. 22 Jednakże wolno mu jeść pokarm swego Boga, zarówno święty, jak i najświętszy. 23 Tylko nie będzie podchodził do zasłony i nie będzie się zbliżał do ołtarza, bo ma skazę. Nie będzie bezcześcił moich świętości, bo Ja, Pan, jestem tym, który je uświęca! ”

Niewidomy swoją obecnością bezcześci ołtarz. Spoko. Piję twoje zdrowie, Boże. Tylko nie potknij się i nie wybij zębów, jak będziesz wychodził. Na schodach jest ciemno.

325 triathlonów siostry Madonny

Triathlon, czyli trójbój, to zestaw trzech odcinków, pokonywanych wpław, rowerem, a na końcu biegiem. Konkurencję tę rozgrywa się na różnych dystansach. Np. podczas olimpiady zestaw to 1,5 /40 /10 km. Tzw. Ironman triathlon to odpowiednio 3,9 /180 / 42 km, z limitem czasu 17 godzin.  Madonna Buder, katolicka zakonnica, zaczęła trenować w wieku 48 lat. Urodzona w 1930 r., ma obecnie na koncie 325 triathlonów, w tym 36 klasy Ironman.

Siostra Madonna należy do zgromadzenia „Sisters for Christian Community”, organizacji założonej po II Soborze Watykańskim. Artykuł w Time tak streszcza jej ogólne założenia:

The S.F.C.C. has no mother general, much less a mother house, since it owns no real estate. Each sister makes a home for herself, sometimes shared with one or two other members, finds her own job and pays her own taxes. Each writes a private commitment to Christ instead of taking formal vows. None is required to wear a habit or any other religious symbol. Many, however, (…) wear crucifixes or other emblems of the profession.

The Sister Fund, portal, którego ambicje wyraża motto „Women Transforming Faith – Faith Transforming Feminism…”, pisze:

Sisters for Christian Community–a self-governing, independent group not subject to Vatican oversight, but recognized by the Vatican as an alternate form of Catholic sisterhood.

Cytat pochodzi z artykułu „Nuns on the run: Why is the Pope targeting women?„, opisującego mocną reakcję Watykanu na inicjatywy podejmowane przez niektóre zbyt niezależne zakonnice amerykańskie. Jak każda biurokracja, poświęca on sporą część swoich wysiłków na utrzymanie status quo sfery wpływów i ochronę fasadowego wizerunku.

Using the same procedure it so belatedly imposed on priests who sexually assaulted children, the Vatican is investigating nuns who supported social justice.

Można powiedzieć, że analogiczną reakcję wywołał swego czasu ruch książy robotników (głownie we Francji), którzy poszli pracować w zakładach przemysłowych, żeby być bliżej ludzi. Konsternację Watykanu wywołały choćby przypadki wstępowania tych kapłanów do komunistycznych związków zawodowych. Tak tamtą sytuację kwituje ks. Andrzej Przybylski:

Okazało się, że w wielu przypadkach to nie księża przemieniali robotników, ale robotnicy zmieniali księży. (…) Nie uważam, że najlepszym lekarstwem na ewentualne lenistwo kapłanów jest posłanie nas do świeckiej pracy.

W tym poglądzie wyraża się strach organizacji – tracimy wpływ na ludzi, ludzie zyskują wpływ na nas. No i musielibyśmy zmienić styl życia.

S.F.C.C. nie jest jedyną organizacją, która poszukuje nowej formuły dla życia zakonnego (o ile zakon jest tu dobrym określeniem). Artykuł w Time wspomina o Siostrach Loretto:

Loretto nuns have broadened their definition of community to include men and married couples as well as non-Catholics. But since the Lorettos are still under the authority of Rome, these lay people, called „co-members,” take no vows and thus are not officially part of the congregation. The sisters no longer make vows of poverty, chastity and obedience in the old formula, but write their own expressions of dedication, which retain the essence of all three vows. „Poverty,” says Sister Luke, „should mean detachment, not dependence. Obedience should be to the needs of people, and to the community, not just to superiors.

Samodzielność w sprawach ubioru, w podejmowaniu decyzji, elastyczność w dobieraniu metod pracy (Madonna Buder dedykuje swoje starty w zawodach konkretnym celom charytatywnym, na które zbiera pieniądze) wykraczają poza stereotypowy obraz katolickiej zakonnicy, szczególnie w Polsce. Jednak wachlarz zjawisk religijnych w Stanach jest znacznie szerszy, niż to do czego jesteśmy przyzwyczajeni w naszej okolicy, zdominowanej przez wojtylianizm i katolicyzm narodowy. Amerykanka Margaret Traxler kwestionowała monolityczne stanowisko Watykanu w sprawie aborcji (cyt. za Wikipedią):

In 1984 Traxler was one of 24 nuns who signed their names to a New York Times advertisement stating that there was more than one Catholic position on abortion. Traxler upheld the church’s teaching opposing abortion, but believed each woman had a right to make the choice for herself.

Brzmi rewolucyjnie? Może dlatego, że nie jesteśmy przyzwyczajeni do brania odpowiedzialności we własne ręce i za swoje czyny i wybory (szczególnie w sprawach zachaczających o religię). A to oznacza, że nie atakuje się innych ludzi dogmatami, tylko daje im mozliwość samodzielnego podejmowania decyzji, nawet jeśli my te decyzje uważamy za błędne. Podczas gdy Tomasz Terlikowski uprawia scholastyczną statystykę i notuje pilnie, ile zarodków ginie podczas zapłodnienia in vitro, niektóre amerykańskie zakonnice bez kompleksów zrzucają habity i wchodzą między ludzi i ich codzienność.

Religia, która zanurza się w życiu, sprywatyzowane sposoby wyrażania religijności to koszmar dogmatyków. Zakonnica w stroju sportowym, która obejmuje się z topless facetem to czkawka dla bigotów.  Kobieta, która sama pracuje na swoje utrzymanie, trenuje swoje ciało i podejmuje fizyczne wyzwania jest dla mnie znacznie bardziej wiarygodna od biskupa, który nie znajduje pół godziny, by pozamiatać chodnik przed swoim domem. Nie wiem w co dokładnie wierzy Madonna Buder. Może mieć inne niż ja poglądy na temat Myszki Miki czy wniebowstąpnia – nie ma to wielkiego znaczenia. Przekonuje mnie jej postawa.

Madonna Buder (w wieku 77 lat) na starcie triathlonu

Reinkarnacja, wędrówka mitów

Szczerze mówiąc, nie bardzo interesuje mnie temat reinkarnacji. Podejmuję go głównie dlatego, że spotykam się raz po raz z oczekiwaniem rozmówców, by przytaknąć pop-poglądom o wędrówce dusz – czego robić nie zamierzam.

Wieść gminna niesie: reinkarnacja polega na tym, że dusza (czy świadomość, czy co tam chcecie) Jana Kowalskiego po jego śmierci szuka sobie nowego opakowania i dostaje je wedle swych zasług – zwierzęce (jeśli grzeszył), kiepskie ludzkie (jeśli żył na pół gwizdka) czy sprawne i piękne (jeśli w poprzednich żywotach Jan Kowalski był uczynnym, skromnym i dobrym). Być może taki jest pogląd hinduizmu na tę kwestię, nie sądzę jednak by był do utrzymania w buddyzmie.

Wydaje mi się, że niektórzy ludzie zrobią wszystko by podtrzymać w sobie wiarę, że „nic nie dzieje się przypadkowo” zasadniczo mając ma myśli „nie bez przyczyny jestem piękny i zdolny”. Myślę, że niektórym schlebia fakt, że ich obecne ciało jest tylko przejściowym pojemnikiem na „coś” (dusza?) najbardziej w nich prawdziwego, na ich esencję. I śmierć pozwala tej esencji znaleźć nowe opakowanie. To oczywiście bardzo romantyczne. Pogląd taki pielęgnuje kult własnego istnienia, istnienia w postaci głęboko ukrytego, niewidzialnego pierwiastka „ja”, o które trzeba dbać robiąc dobre uczynki, żeby nie odrodzić się w Darfurze w obozie dla uchodźców.

Wynika to pewnie z ekonomii przyswajania informacji. Prościej jest przytaknąć wędrówce duszy przez cielesne opakowania niż zrozumieć Cztery Pieczęcie Dharmy i Cztery Szlachetne Prawdy, czyli słowa Buddy fundamentalne dla jego nauczania. Buddyzm wyklucza istnienie duszy, czy czegokolwiek podobnego. Trzecia pieczęć dharmy mówi: Wszystkie zjawiska są puste i nie posiadają jaźni „ja”. Jeśli „ja” nie istnieje – co w takim razie miałoby się odradzać?

Ja wstaję, ja jem, ja pracuję, ja kładę się spać. Oto wędrówka duszy (świadomości) przez 24 godziny ziemskiego czasu. Nazwę tutaj taki pogląd na życie zdroworozsądkowym. Niezbyt zdroworozsądkowy jest pogląd buddyjski, który mówi, że życie to ciąg przyczynowo-skutkowy i nie ma nic co by łączyło w nas jeden dzień z kolejnym, poza pamięcią naszych wrażeń z poprzednich dni i tendencjami do takich a nie innych wyborów w przyszłości. Życie jest jak kostki domina – jedna przewracając się popycha następną. Każda kostka jest osobno, łączymy je ze sobą naszą koncepcją „ja”, co jest źródłem mniej lub bardziej dosłownego cierpienia. Słyszałem kiedyś inną metaforę tego poglądu – kule bilardowe. Kula uderzając w inną przekazuje jej część swojej energii o pewnym wektorze, to wszystko. Nie ma sensu dorabiać teorii, że jakaś dusza kuli bilardowej wędruje z jednej bili do drugiej.

Zastanawia mnie też, że na ogół moi rozmówcy odnoszący się do ludowej wersji reinkarnacji mają duży kłopot, żeby zaakceptować koncepcję memów. Wędrówka duszy – brzmi uroczo, ale wędrówka jednostki informacji? Jakoś to mało sympatyczne! Niniejszym dedykuję im ten obrazek – Adolf Hitler reinkarnowany memetycznie w mongolskim stepie (źródło). W taki zaskakujący sposób realizuje się sen o Tysiącletniej Rzeszy.

 

 

 

 

 

 

Nie mam pod ręką przykładu, ale nieraz w literaturze buddyjskiej spotyka się sformułowania w stylu „robiąc to czy tamto, ryzykujesz odrodzenie w ciele małpy lub osła”. Pojawiają się na ogół w dawnych tekstach. Nie ma sensu rozumieć ich dosłownie, są pewnie raczej ukłonem w stronę folklorystycznego kontekstu odbiorców i skrótem metaforycznym niż jakkolwiek wiążącą opinią o rzeczywistości. Na pewno nie bardziej dokładną niż stwierdzenia typu „w sześć dni stworzył świat a siódmego odpoczywał”.

Poza wszystkim, posiadanie koncepcji reinkarnacji jest tak samo praktyczne, jak wiedza na temat nieba i piekła. Ani się na nich nie wyśpisz, ani się nimi nie najesz. Ludzie na ogół wkładają je sobie do butów, wierząc że dzięki temu będą trochę wyżsi.

Lalita Mohan, prześladowany człowiek-magnes

O męźczyźnie posługującym się nazwiskiem Swami Śjam Lalit Mohan G.K. aka Ryszard Matuszewski dowiedziałem się czytając informację w gazecie.pl. Wynika z niej, że ktoś w prymitywny sposób (m.in. pomówieniami o pedofilię) stara się zdyskredytować Dariusza Pietrka, który winny jest głównie temu, że pracuje w katolickim ośrodku informacji o sektach, wsparcia dla ich ofiar etc. Jedną z sekt, przed którą przestrzega to Himavanti. Jej kluczowa postać (jak wynika z lektury materiałów) to właśnie Ryszard Matuszewski.

Polecam odwiedziny na jego stronie – link. Podkreśla się tam ponadprzeciętne zdolności i dokonania Mohana. Czytamy więc:

Niezwykłe zdolności zauważył u siebie Ryszard Matuszewski. Okazało się, że potrafi przyciągać metalowe przedmioty. Ryszard nie jest zwykłym człowiekiem-magnesem, potrafi przyciągać nie tylko przedmioty wykonane z żelaza, ale również z aluminium, których magnesy raczej nie przyciągają. (…) Ryszard przyciąga łyżeczki, chochlę, a nawet żelazko.

I ten sympatyczny obrazek, który nawet skończonemu niedowiarkowi uświadamia z jak wielce duchowo rozwinętym człowiekiem mamy do czynienia, skontrowany zostaje z krwawym banerem, który kręci się w kółko na szczycie strony – „Lalit Mohan is brutally persecuted. Stop religious persecution in Poland”. O co chodzi? Polskie prawo zabrania mu przyciągać żelazka? Bynajmniej. Chodzi raczej o to, że sekta nie może zostać zarejestrowana w Polsce, bo jej statut jest niezgodny z konstytucją. Wyborcza pisze również:

Ryszard M. ps. „Mohan”, guru Himawanti, miał grozić Ojcu Świętemu zamachem. Pietrek został wtedy ekspertem Centralnego Biura Śledczego i pomagał agentom namierzyć „Mohana”.

Trudno wyczuć, na czym mogły polegać te groźby, czy były realne, czy Mohan oprócz przyciągania potrafi metalowe przedmioty odpychać od siebie z gwałtowną siłą i czy żelazko pchnięte siłą woli przebije się przez osłonę papamobile.

Ciekawsze jest to, że Mohana coś głęboko niepokoi, czemu daje wyraz w dramatycznych apelach i artykułach na swojej stronie. „SOLIDARNOŚĆ – Utajone narzędzie w rękach Szatana Diabła. Adam Darski ‚Nergal’ i zespół Behemoth – prześladowanie przez propedofilską mafię Ryszarda Nowaka i Jolanty Szczypińskiej z PiS. Ruch Effatha – Andrzej Wronka – Sekta Zła 666. Hitler-Mafia Opus Dei i dewianci z TVN UWAGA atakują wybitnego profesora.” Pod takimi emocjonującymi nagłówkami znajdują się również konkretne informacje:

Niebezpieczna zła sekta która dokonała uszkodzenia zdrowia Barbary L.  i zagraża realnie jej życiu to: Sekta Stowarzyszenie Na Rzecz Rodziny, Pl. Św. Jana 31a, 41-503 Chorzów kierowane przez: Katarzyna Augustyniak – prezes, Robert Gierek – zastępca prezesa, Teresa Szpularz – skarbnik, Barbara Dąbrowska-Soida – sekretarz, Dariusz Pietrek – członek zarządu.

Mohan walczy na wielu frontach. Nie tylko tam, gdzie zagrożone są wartości duchowe, ale i zasada domniemanej niewinności człowieka:

Wskutek kłamliwego fotomontażu w stylu propagandy goebbelsowskiej Polskie Towarzystwo Seksuologiczne dnia 26 luty 2010 zawiesiło prof. Lechosława Gapika w prawach członka i superwizora Towarzystwa i wycofało mu bezprawnie i bezpodstawnie certyfikat seksuologa klinicznego. Wnioskuje też do sądu koleżeńskiego o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego – poinformował poszczuty przez bandę dewiantów katofaszystowskich na profesora dr Andrzej Depko. (…) Profesor Marciniak chyba nie słyszał o obowiązującej w demokratycznym państwie prawa zasadzie „domniemania niewinności” przy wszelkich oskarżeniach i pomówieniach, szczególnie tych dokonywanych przez media brukowe!

Dla przypomnienia, sprawa prof. Gapika opisana jest w pigułce tutaj.

Warta przeczytania jest też odpowiedź Mohana na list jednego z dziennikarzy Rzepy. Nie będę cytował, jeśli ktoś ma chwilkę – polecam. Są to proste pytania i długie odpowiedzi w stylu „a u was Murzynów biją”.

Jeśli ktoś sądzi, że rozemocjonowany język, odmienianie katofaszyzmu przez wszystkie przypadki i wmawianie katolikom en masse pedofilii (a wszytko to na granicy manii prześladowczej) nie przyciągnie Mohanowi zwolenników, jest w błędzie. Polecam wizytę na stronie Krąg Uczniów. Znajdziemy tam listę tych, którzy złożyli „Ślub wiecznej wierności Śri Guru-Ji Lalita Mohan Babaji!”.

Interesuący jest również „Kodeks Pielgrzyma Drogi Duchowej”:

  • Przyprowadzanie nowicjuszy na zajęcia do aktywnych aćarjów i głoszenie Chwały Śri Gurudźi!
  • Bezinteresowne pomaganie w organizacji programów zajęć ze Śri Guru i Jego aćarjami (apostołami)!
  • Bezinteresowne pomaganie w pracy ośrodków (centrów) i świątyń autoryzowanych przez Śri Gurudźi!
  • Bezinteresowne pomaganie w organizacji i uczestniczenie w odosobnieniowych Czillach!
  • Przykładem własnym pokazywać jak się gorliwie wypełnia każde polecenie Śri Gurudźi (Mistrza)!
  • Arćana – Wielbienie Śri Gurudźi linii przekazu po kres tego żywota i w następnych wcieleniach!
  • Nie wolno UCZNIOM wątpić w BOSKOŚĆ Śri Gurudźi ani szerzyć oszczerstw o Śri Gurudźi!

Podoba mi się szczególnie nowe znaczenie słowa „bezinteresowność” – jest to najwidoczniej tylko ta praca, która przynosi pożytek organizacji, której się jest członkiem. Chyba nawet Hitlerjugend było bardziej bezinteresowne.

Niech zła karma (zły los) wszystkich aktualnie wiernych Uczniów Duchowych Śri Guru Lalita Mohan-Dźi zostaje przeniesiona na tych, którzy odeszli, zawiesili się lub sieją ferment wątpliwości! Hum!”

Uczniowie (Inicjowani) są zawsze wierni i posłuszni Śri Guru-Ji! Odstępców w chwili śmierci sfery piekieł pochłoną stosownie do stopnia inicjacji!

Tylko skończony dupek jest w stanie tak ohydnie wmawiać swoją wielkość innym ludziom. Ferment wątpliwości go boli, ciekawe. Można opowiadać bajki o „przeniesieniu złego losu na tych którzy odeszli”, ale słowa samego Mohana świadczą o tym, jak wplątał siebie i swoich akolitów w zły los ucieczki od rzeczywistości, w ezoteryczną bollywoodzką fantazję. Jako człowiek-magnes, Mohan ma idealne kwalifikacje do prowadzenia skupu złomu. Ludzi powinien zostawić w spokoju.

Panie Mohan, produkować tyle słów na własny temat, przyklejać sobie łyżeczkę do czoła i wymagać posłuszeństwa „po kres żywota”… trzeba mieć nierówno pod kopułą i ucieczka w indyjski folklor tego nie zmieni.  Kwalifikacje „duchowe” masz pan dokładnie takie jak ojciec dyrektor Tadeusz Rydzyk – samozadowolenie i pranie mózgu innym ludziom są sprawdzoną metodą.

Duchowość – próba 1

Ze zjawiskiem duchowości mam duży problem. Niniejszy blog powstał m.in. z tego powodu. Zatem wpisów wyjaśniających moje stanowisko i reakcje na to słowo będzie przynajmniej kilka.

Oto mój pierwszy dogmat ;-)

Duchowość niemożliwa jest bez pracy, wysiłku. Jest robotą, zbieraniem doświadczeń. Stąd też nierzadkie poglądy duchowe oparte na zasłyszanych, niesprawdzonych koncepcjach, wyczytane w książkach, spadnięte z nieba własnej wyobraźni traktuję z dużym niedowierzaniem.

Duchowość nie jest gderaniem o metafizyce, opowiadaniu o romantycznych przeżyciach ani czytaniem literatury hagiograficznej czy filozoficznie maglującej Boga.

Ponieważ uważam że duchowość jest robotą, trzeba wiedzieć też czym jest odpowiedzialność za własne życiowe kroki i umiejętność przyznawania się do błędów. Używać słów dziękuję i przepraszam. Drugi prywatny dogmat: w tej robocie trzeba umieć słuchać i rozmawiać.