Stąd do absolutu i z powrotem. Wielki bieg Terlikowskiego

Doktor filozofii, spiritus movens wielu twardokatolickich inicjatyw medialnych, Tomasz Terlikowski rozmawiał z Grzegorzem Sroczyńskim z Wyborczej (“Polska ustami Boga” Duży Format, 14 IV 2011). Cytuję:

TT: Wcale nie chcę! (żyć w państwie katolickim – dop. mój). Mnie najbliższa jest recepta, którą przedstawił kardynał Ratzinger: lekarstwem na nihilizm, brak wartości jest to, żeby politycy – wierzący i niewierzący – zaczęli działać tak, jakby Bóg istniał. Jakby prawo i moralność nie były zależne wyłącznie od konsensusu między ludźmi. Musimy mieć fundamentalne wartości, które nie podlegają głosowaniu.

GS: Jednak to w Europie już mamy: Deklaracja praw człowieka, na wskroś chrześcijańska. Nie krzywdź drugiego. Pomagaj.

TT: Ale tam nie ma absolutu.

GS: No i dobrze, bo żyjesz w świecie, w którym jedni wierzą, inni nie.

TT: Źle. Bo żeby rzeczywiście te prawa egzekwować, to trzeba w wymiarze świeckim przyjąć, że jest absolut, gwarant tych wartości.

GS: Ale po co?

TT: Bo bez tego to jest niewiele warte. Dziś możemy się umówić tak, jutro – siak. Umowę zawsze można zmieniać. Przegłosować sobie inne wartości. Świat bez wartości, dla których ludzie są gotowi umrzeć, jest jednocześnie światem bez wartości dla których warto żyć (podkreślenia moje).

To fascynujące, że można tak lobbować na rzecz platońskich niebieskomigdałowych idei. A może nawet nie tyle samych idei, co materialnych do nich odniesień – bo w gruncie rzeczy do tego się sprowadza zapisanie w jakimś dokumencie “odniesienia do absolutu”. Pięknie jest wytykać innym nihilizm, podczas gdy samemu jest się pod pewnym względem nihilistą – bo Terlikowski prawie wcale nie wierzy innym ludziom, nie ma do nich prawie wcale zaufania. Nie wierzy, że ich pomysły i robota (pogardliwie nazwana głosowaniem) ma jakiś sens. Jest to nihilizm ignorowania ludzkiej, przyziemnej rzeczywistości, na rzecz literackich i abstrakcyjnych fantazji.

Panie Tomaszu, ja też wierzę w absolut – niewyczerpany absolut ludzkiej głupoty. I dlatego, w tym zmiennym świecie, gorąco popieram nasz (ludzki) wysiłek dochodzenia do pewnych standardów, bez prób dodawania im splendoru metafizycznymi odwołaniami. Trzymajmy się tego co pewne jest dla wszystkich – skończonej egzystencji i tego, że warto podejmować wyzwania by ograniczać cierpienia ludzi i innych istot. Mi to wystarcza. Proszę mnie nie szantażować śmiercią ani Bogiem politycznym z recepty Ratzingera.

Napominanie o wartościach dla których warto umrzeć to bełkot. Raz, że to rzucanie słów na wiatr, bo nie widać (na szczęście!) żeby się redaktor Frondy do tego rwał. Po drugie – jest to kultywowanie śmierci jako najlepszej rzeczy jaką można zrobić w jakiejś sprawie (kompleks powstańczy się kłania). Po trzecie – rodzi głupią wymówkę dla posyłania ludzi na śmierć – że to za wartości. Nie bardzo wiem, za jakie wartości giną Polacy w Afganistanie i afgańscy cywile. Wiem za to, za jakie wartości giną talibowie. Za podobne (uogólniając, i pewnie nie wszyscy, bo część zwyczajnie broni ojczyzny) co żołnierze Wehrmachtu – za Gott mit Uns, czyli po ludzku “nasze jest lepsze od waszego”. Niestety, panie Tomaszu, o pięknie umierania za wartości z talibami znajdzie pan wspólny język. I po czwarte – jest to granie na emocjach, szantażowanie ostatecznymi wyborami, o których się mało wie a po których nie zostaje wiele prócz trupa i ludzi, którzy z nim zostali i dalej muszą żyć sami. W swojej retoryce Terlikowski zapomniał, że życie też jest wartością (ta sama postawa ujawnia się zwykle przy wspominaniu powstań, np. Warszawskiego – słyszymy mantrę “umarli za Polskę”. A nie mogli spróbować za nią żyć?).

Oczywiście, zdarzają się przypadki, które podchodzą pod określenie “śmierci za wartości” i które trudno kwestionować. Tak umierały niektóre ofiary reżymów (w historii trudnych do zliczenia, w tym Pinocheta- pupilka polskiej twardej prawicy). Samospalenia jako radykalny protest. Etc. Są to jednak przypadki tak skrajnie różne od tego, w jakich warunkach teraz żyjemy, że ustanawianie na ich podstawie jakiejś reguły jest nonsensem. W czasie bezpieczeństwa i pokoju chełpić się tym, że jest się gotowym umrzeć “za wartości” jest tylko populistycznym chwytem retorycznym. Czynów tzw. bohaterskich, radykalnie ryzykujących życiem, dokonywali na ogół ludzie skromni, którzy post factum często nie potrafią za bardzo o tym mówić. Jak się widzi ludzi w płonącym domu, to albo się wbiega by im pomóc albo nie, absolut tutaj nie ma nic do rzeczy, decyzja zapada w ułamku sekundy i nie zależy od światopoglądu czy preferencji politycznych.

Jednak najczęściej gadanie o wartościach w kontekście śmierci jest wspaniałym alibi dyktatorów w ich real-politik. Jest też wysoko energetycznym paliwem dla amokantów ogarniętych pasją niszczenia i zabijania.

TT: Czeski filozof i ksiądz Tomasz Halik zadał mi podobne pytanie: “W czym wy jesteście lepsi od nas – Czechów, ateistów? Nie ma u nas więcej przestępstw, nie pijemy więcej.” Odpowiedziałem: “To wszystko prawda. Ale proszę pomyśleć, co to by było, gdyby Polacy nie byli chrześcijanami. Kogo byście mieli za miedzą! Jeśli nawet przy pomocy łaski bożej jesteśmy tacy słabi, to bez niej bylibyśmy potworami”. Tak uważam. Być może Czesi łaski bożej nie potrzebują, żeby trzymać pion. A Polacy potrzebują. I chciałbym, żeby wiedzieli, że mają skarb. I pokazywali innym jaki to skarb.

Bylibyśmy potworami? Chciałoby się podsumować to odpowiedzią – nie sądź innych według siebie. To kolejny dowód na to, że Tomasz Terlikowski zasadniczo nie wierzy w ludzi. Znaczy w Czechów wierzy, ale chyba tylko dlatego, że mu ksiądz katolicki zadał pytanie pod włos. W Polaków nie wierzy, co oznacza, że dla niego Czesi od Polaków różnią się w sposób fundamentalny. Są inaczej skonstruowani? A może, tak nieśmiało podpowiem – różnica jest kulturowa? A jaki to niby skarb, z którego jest taki pożytek, że jesteśmy tacy sami jak inni (choćby Czesi)? Może to tyle, co guzik z pętelką? Więc co to za odezwa “pokazujcie innym jaki to skarb”? W pokazywaniu celują głównie dorobkiewicze. Jak ktoś jest czegoś pewien, nie musi się z tym obnosić. A może trochę skromności i niech raczej po owocach nas (Polaków) poznają?

Dalej, co z Polakami, którzy nie są chrześcijanami? Są potworami? Ciekawe, czy Czesi odczuwają tę różnicę, i kiedy nas odwiedzają widzą wyraźnie masy chrześcijan ze skarbem łaski bożej a pomiędzy nimi niechrześcijańskie potwory. Ehh, jest to pomysł na niezłe opowiadanie s-f…

Wracając do rzeczywistości:

GS: “Holocaust to pikuś w porównaniu  z masowym mordem na wielką skalę, który trwa obecnie”. To cytat z ciebie.

(…) TT: Pikuś jest niedobre. Zgoda. Wycofuję. Ale porównanie do Holocaustu podtrzymuję. Bo dla mnie jest ważniejsze, żeby te 42 mln (roczna liczba aborcji, którą podaje Terlikowski powołując się na WHO – dop. mój) ludzi żyły, niż żeby ktoś miał dobre samopoczucie. To nie jest spór o to, czy nam się dobrze i kulturalnie rozmawia, tylko o mordowanie ludzi.

GS: (…) Kolejny cytat z ciebie: “Za 80 mln dzieci które zginęły w czasie procedury in vitro, kiedyś odpowiecie” Jak to policzyłeś?

(…) TT: Nie powinno się używać terminu zarodek. (…) “człowiek na zarodkowym etapie rozwoju”.

Podobnie jak powyżej, Terlikowski brzmi dla mnie jak nihilista. Jest dogmatykiem, który nie widzi naszego świata, bo cały czas patrzy w niebo. Uważam zrównywanie ludobójstwa, zabiegów aborcji i zarodków z zabiegu in vitro za nihilizm. Negowanie istotnych różnic (ludobójstwo, aborcja, in vitro) dla uzyskania emocjonalnego, radykalnego efektu jest emocjonalnym szantażem.

GS: (…) Sędzia musi byc niezależny, od biskupa też.

TT: Jest katolikiem, a katolik nie uznaje rozwodów.

GS: Tomek, on tam orzeka świecki rozwód, nie kościelny. Co ma jedno do drugiego?

TT: Nie powinien uczestniczyć w orzekaniu o rozwodzie.

GS: Rozwody powinny być zakazane w Polsce?

TT: Tak.

Nie skomentuję.

GS: Po co tak pisać: “Małżeństwo zrównane ma być z konkubinatem i relacjami homoseksualnymi. A w dalszej perspektywie także z zoofilskim związkiem pana z kozą”. Pokazujesz gejów w kontekście obrzydliwym.

TT: Pokazuję tylko pewien proces. Że zaraz wszystko będzie wolno. Ale nie twierdzę, że te dwie rzeczy są tym samym.

Doktor filozofii podpiera się argumentem z równi pochyłej* i bez zażenowania bawi się w proroka. Cel uświęca środki – to sprawdzona zasada demagogii, tutaj przypadkiem ubranej w katolickie piórka.

* “Błąd równi pochyłej dotyczy takich rozumowań, w których dowodzi się, że uczynienie pierwszego kroku K1 (lub dopuszczenie do stanu rzeczy K1) zaowocuje koniecznością wykonania drugiego kroku K2 (pojawienia się stanu K2), to z kolei zmusi nas do kroku K3 i następnych, prowadzących w końcu
do skutków, które są bez wątpienia nieakceptowalne, nieetyczne, itd.”
Adw. dr Rafał Morek – Sztuka argumentacji

Postscriptum

Postanowiłem dodać jeszcze parę słów do powyższego wpisu, bo opowieści Terlikowskiego są obfitą kopalnią inspiracji. Jakością samą w sobie.

Odnośnie argumentu równi pochyłej, dodam, że jak mało który sposób argumentacji więcej mówi nam o człowieku, który go używa, niż o sytuacji którą miałby opisać. To samo dotyczy oczywiście “widzenia znaków”:

TT: Jak patrzę na naszą historię, to mam wrażenie, że Bóg chciał coś światu przez Polskę powiedzieć. Weźmy Faustynę i jej objawienia. Jest tam fragment, w którym Pan Jezus mówi, że z Polski wyjdzie iskra, która przygotuje świat na powtórne Jego przyjście.

GS: Strasznie megalomańskie.

TT: Bo w to nie wierzysz, więc się mądrzysz. Mam mówić dalej czy cię to nie interesuje?

GS: Interesuje.

TT: Jesteśmy krajem, który może się przyczynić do reewangelizacji Europy. I to jest właśnie nasza misja. Smoleńsk jest pewnym znakiem. Przypomina Polakom, że nie mają tak łatwo: tylko zarabiać, kupować, jeść i spać. Wzorzec wygodnego, fajnego życia nie do końca jest dla nas. Mamy zrobić coś więcej.

Pomińmy to, kto się mądrzy w tej wymianie zdań. Jak ktoś chce widzieć “znaki”, to je znajdzie (powiedz jakie widzisz znaki, a powiem ci kim jesteś). Faustyna, Rozalia Celakówna i Tomasz Terlikowski są skupieni na interpretacji religii wg narodowego klucza (Polska to, Polska tamto), nie tylko więc dopisują własne wątki do nauki Chrystusa (który kompletnie ignorował kwestie narodowe), ale również zdradzają po prostu swoje uwikłanie w Polskie sarmacko-romantyczne kompleksy (my inni od Zachodu i od Wschodu).

Poproszę jeszcze więcej Mickiewicza i Sienkiewicza czytanych na kolanach, jeszcze więcej obrony Jasnej Góry i przechodzenia przez Morze Czerwone.  To nam na pewno wyjdzie na zdrowie. Bóg chciał światu coś przez Polskę powiedzieć – skromniej się nie da! Jest to upierdliwe chlipanie neurotycznego bachorka: “patrzcie wszyscy jak się skaleczyłem w kolano”. Skupienie polo-katolików na rozpamiętywaniu realnych i wyobrażonych (Katyń 2010!) wypadków przybliża ich do szyitów, którzy podobnie mnóstwo energii wkładają w to, by pokazać innym, jak mocno cierpią przez stratę imama Hussaina. Wyobraźnia nie zna granic.

Cała rozmowa Tomasza Terlikowskiego z Grzegorzem Sroczyńskim jest tutaj.

7 odpowiedzi na „Stąd do absolutu i z powrotem. Wielki bieg Terlikowskiego

  1. Akurat w momencie, gdy przeczytałem twój post (dzięki!), w Tok FM zaczął się Magazyn Naukowy, a w nim dyskusja o ww. wywiadzie i o tym, czy ateiści są mniej moralni (od wierzących).

    Cóż za koincydencja! I jak tu nie wierzyć w znaki boże? ;-)

    • Dobry bóg zechciał przysłać mi powiadomienie o twoim komentarzu dokładnie w momencie, w którym usiadłem przy stole ;-) dziękuję!

  2. Ta rozmowa to trochę jak tu:
    Pewnego razu koń i kot odbyli dyskusję na temat tego czym jest szczęście. Słyszałem, że nie doszli do żadnych wniosków. Nie wierzcie wróżkom. To jak potrzebujesz żyć nie jest ustalone!

    • Masz słuszną intuicję, to właśnie tego typu rozmowa. Skomentowałem ją, bo uważam, że nie możemy sobie pozwolić na komfort nie wyciągania wniosków z takich dyskusji. Obojętnie czy jesteśmy akurat koniem czy kotem.

  3. Racja.
    Brak mi tylko na tyle dużego dystansu, by do móc tego rodzaju publikacji podchodzić jak do programów w rodzaju “Z kamerą wśród zwierząt”. (Produkcji BBC. Narrated by David Attenborough/ czytała Krystyna Czubówna)

  4. vongrzanka

    Bardzo przydatny tekst. W polskim Internecie brakuje mi jeszcze przekrojowego portretu katolickiego ideologa. Takie artykuły wydatnie przyczyniają się do jego jak najszybszego powstania.

    • Zadanie, o którym wspominasz, wymaga sporego nakładu pracy i odpowiednich nerwów ;-) może znajdzie się jakiś śmiałek… w każdym razie dzięki za komplement.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s